Sąsiedzi Lonesbury

Nazy­wam się Fre­de­rick Ste­ven­son i Bóg mi świad­kiem, że przez ca­ły ok­res swo­je­go po­by­tu w Lo­nes­bu­ry na­wet najm­niej­szym swoim dzia­ła­niem nie za­mie­rza­łem roz­bu­dzać w ota­cza­ją­cych miejs­co­wość la­sach te­go, cze­go roz­bu­dzać nie po­wi­nien nikt nig­dy, a na co to roz­bu­dzo­ne Coś cze­ka­ło przez ca­ły ok­res swo­je­go snu, trwa­ją­ce­go niez­li­czo­ne przez lu­dzi eo­ny..

...Jes­tem tak­że świa­do­my, że po wys­łu­cha­niu tej his­to­rii mo­je naz­wis­ko z pew­noś­cią bę­dzie się ko­ja­rzyć więk­szoś­ci z was z oso­bą niez­rów­no­wa­żo­ną psy­chicz­nie, ale zu­peł­nie rze­czy­wis­te i rac­jo­nal­ne do­wo­dy na pot­wier­dze­nie praw­dzi­woś­ci mo­jej his­to­rii moż­na po dziś dzień od­na­leźć we wspom­nia­nej miejs­co­woś­ci. Dla­cze­go po­lic­jan­ci i nau­kow­cy z Ark­ham czy Ay­les­bu­ry – op­rócz zna­ko­mi­te­go dok­to­ra Hen­ry’ego Ar­mi­ta­ge’a z Uni­wer­sy­te­tu Mis­ka­to­nic, któ­re­go nie­ba­ga­tel­ną ro­lę poz­wo­lę so­bie wy­jaś­nić w cza­sie trwa­nia opo­wieś­ci – po­rzu­ci­li myśl ich ana­li­zo­wa­nia, nie jes­tem w sta­nie po­wie­dzieć. Z nie­licz­nej ko­res­pon­denc­ji, ja­ką pro­wa­dzi­łem swo­je­go cza­su ze wspom­nia­nym dok­to­rem Ar­mi­ta­gem wy­ni­ka­ło, że śla­dy tych nie­ludz­kich is­tot, ich sły­sza­ne przez licz­nych świad­ków wśród dia­bels­kiej ka­ko­fo­nii lel­ków gło­sy oraz ta­jem­ni­cze znik­nię­cia miesz­kań­ców Lo­nes­bu­ry zos­ta­ły uz­na­ne przez wła­dze za mis­ty­fi­kac­ję.

Wszyst­ko za­czę­ło się w lip­cu 1928 ro­ku. Po za­koń­cze­niu ro­ku aka­de­mic­kie­go w Mas­sa­chu­sets, pos­ta­no­wi­łem od­wie­dzić swo­je­go daw­no nie­wi­dzia­ne­go ko­le­gę w Ark­ham...

Au­tor: Oby­wa­tel J.